R E K L A M A



ŁUKÓW

drukuj Prześlij znajomemu zgłoś błąd archiwum Cofnij
util util util
foto

Łuków: wspomnienie kompozytora
2020-09-28 10:48:54 Artykuł czytany 525 razy


Na cmentarzu w Łukowie przy grobie śp. Franciszka Maklakiewicza, młodego kompozytora, który zginął we wrześniu 1939 roku, odbyło się wyjątkowe spotkanie. Zaprosił na nie Andrzej Zdrojewski. Gościem honorowym była bratanica kompozytora, Joanna Maklakiewicz.


Spotkanie odbyło się w sobotę 26 września. Czas nie był przypadkowy. To właśnie tego dnia przypadała 81. rocznica śmierci Franciszka Maklakiewicza, młodego 24-letniego kompozytora. Pochodził z Mszczonowa. Młody i zdolny kompozytor, który był pacyfistą, we wrześniu 1939 roku zaciągnął się na ochotnika do wojska. Podczas walk w obronie linii kolejowej Dęblin – Łuków został ranny. Zmarł w łukowskim szpitalu. Pochowany jest na cmentarzu Świętego Rocha w Łukowie. Jego grób, tak jak i innych żołnierzy Wojska Polskiego poległych w wojnie obronnej, został niedawno odnowiony przez centralę Biura Pamięci Walk i Męczeństwa IPN, z inicjatywy Koła Łuków Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej.

Po odnowieniu grobu młodego kompozytora, Andrzej Zdrojewski odnowił tabliczkę z informującą o tym, kim był ten młody, niezwykły człowiek. W sobotnie przedpołudnie zaprezentował ją rodzinie śp. Franciszka Maklakiewicza. Łuków odwiedziła bratanica kompozytora. Pani Joanna Maklakiewicz jest pianistką. Od kilku lat zgłębia rodzinną historię. Jak sama mówi, kiedy była dzieckiem wprawdzie słuchała opowieści swojego ojca Tadeusza o jego ukochanym bracie Franiu, ale dopiero jako dorosła osoba zaczęła „odkrywać” tę rodzinną historię. Efektem jej pracy jest płyta z kompozycjami jej wujka, która wkrótce zostanie wydana.

Sobotnie spotkanie na cmentarzu było okazją do poznania historii krótkiego, ale intensywnego życia młodego człowieka, który zginął w obronie ojczyzny.

Dzięki uprzejmości pani Joanny publikujemy Państwu historię śp. Franciszka Maklakiewicza, która wkrótce ukaże się na płycie pt. Saga Rodu. Pieśni Franciszka, Jana i Tadeusza Maklakiewiczów. Są to fragmenty wspomnień jej ojca Tadeusza.

„Franuś. Mój kochany brat! Niezwykły, nadzwyczajny talent muzyczny. Był ode mnie starszy o siedem lat. Był mi najbliższy z rodzeństwa. Był dla mnie wzorem wszelkiej doskonałości!. Opowiadała mi siostra Marynia: Gdy Franuś miał 5 lat któregoś wieczoru, składający wizytę jej narzeczony, młody nauczyciel z Mszczonowa - Czesław Szaliński, - zobaczył że to 5-letnie dziecko podparwszy się dłońmi pod brodę, z łokciami na stole wpatrywało się w rozłożoną przed nim gazetę. Zapytał Franusia „Co ty tam tak patrzysz w te litery? Tu nie ma żadnego obrazka…” Franuś odpowiedział: „czytam co napisane" „Chyba żartujesz?” „Naprawdę je czytam”, - bronił się 5-letni chłopiec "no to przeczytaj mi na głos, co tu napisane”… powiedział Szaliński, wskazując na zdanie tytułowe, wydrukowane większymi literami. „eh - to to nic”, odpowiedział Franuś, - „ja mogę czytać to, co napisane drobnymi literkami…” i bez zająknięcia czytał zdanie za zdaniem, swobodnie i biegle…

„Nie do wiary! Kto i kiedy nauczył cię czytać?” „Sam się nauczyłem… Z tej mapy… „ Na ścianie wisiała duża mapa guberni warszawskiej, na której zaznaczone były różne miasta, nazwane po rosyjsku i po polsku. "Wiem gdzie Warszawa, gdzie Radom, Kielce, Płock, - to się nauczyłem liter, - a potem te litery zapamiętałem… Znam bukwy i litery polskie." Gdy po 2 latach Franusia posłano do szkoły, - nauczyciel, zarazem kierownik szkoły p. Jagorzewski odesłał Franusia do domu ponieważ stwierdzono, że jego umiejętności uczniowskie ze wszystkich przedmiotów przedstawiają poziom IV-tej klasy. W rezultacie tej decyzji Franuś przez dwa lata nie chodził do szkoły. Nie miał tam co robić. Sądzić mozna, że uczył się sam, korzystając z książek i innych pomocy szkolnych siostry Zosi, towarzysząc jej w odrabianiu lekcji. Sam też uczył się muzyki. Może jakichś wskazówek udzielał mu brat Jan, który w latach 1920-1925 będąc studentem Warszawskiego Konserwatorium, - od czasu do czasu przejeżdżał do domu rodzinnego, do Mszczonowa. Lecz najlepszą edukacją muzyczną stanowiła konieczność pracy. Gdy w 1925 roku ojciec zachorował na tyfus, 10-letni Franuś, - jako samouk, przez 2 miesiące wykonywał wszystkie czynności organistowskiego grania, często z jednoczesnym śpiewaniem tekstów łacińskich: - grał na mszach, akompaniował chórowi na sumie, grał na ślubach, na pogrzebach, nie mówiąc o godzinkach i nieszporach. Był już wykwalifikowanym organistą. Kiedy tego wszystkiego się nauczył i jak? Mama zawsze powtarzała: - „ojciec nie uczył swoich synów grania, bo nie chciał, żeby byli organistami, - a oni się sami ponauczali…” Kiedy nauczył się grać nie wiadomo… Czytał biegle nuty, a także świetnie grał ze słuchu. Miał słuch absolutny. Nigdy nie przytrafiło mu się zagrać nie tę nutę jakiejś melodii, - względnie nie ten akord w harmonizacji. Grał to - i tylko to, co było jedyne, najlepsze dla danej muzyki. Pamiętam kiedyś (chyba latem 1936 roku) Franek sprawdzał moj słuch, każąc mi nazywać, grane przez niego interwały na fisharmonii. Były to łatwe ćwiczenia, ale ja wtedy byłem półanalfabetą muzycznym, - nie zawsze zgadywałem co było grane. „No to zobaczę, czy ty będziesz zgadywał bez błędów” - powiedziałem do niego. Franek odwrócił się, mówiąc "graj co chcesz i ile chcesz dźwięków". Naciskałem dowolne klawisze tworząc przedziwne akordy. Franek natychmiast reagował odpowiedziami wyliczając dźwięki - od najniższego do najwyższego. Bezbłędnie! Nie tracił żadnego dźwięku. Słyszał wszystkie razem i każdy z osobna. Było to u niego naturalne. Słyszał nuty, jakby na nie patrzał. Tą umiejętnością wcale się nie chwalił. Zawsze był skromnie naturalny. Po prostu - tak umiał. Grał w każdej tonacji z jednakową biegłością. Fenomenalnie transponował.

Franciszek Maklakiewicz wstąpił do Konserwatorium Muzycznego w Warszawie w 1929 roku. Miał lat 14. Był uczniem w tzw. „klasie teorii”. Na kierunek ten przyjmowano osoby zaawansowane w rozwoju muzycznym, przeważnie równolegle kończące naukę w gimnazjum. Obowiązywał egzamin wstępny. Franuś egzamin ten zdał bez trudności. Kiedy i jak nauczył się grać na fortepianie, organach i skrzypcach nie wiadomo.

Oto zapiski w aktach Konserwatorium dotyczące tego ucznia. Cudem ocalały, przysypane gruzem w piwnicach, - przed spaleniem gmachu konserwatorium w czasie Powstania Warszawskiego.

Franciszek Maklakiewicz Nr albumu 1745
Rok szkolny 1929/1930
Protokół nr 31 z dnia 6 maja 1930
Wykładający prof. W. Laski:
Solfeż I - bardzo dobry, wybitnie zdolny, promocja na II kurs
Protokół nr 44 z dnia 4 czerwca 1930 r.
wykladający prof. P. Rytel
Harmonia I - uczęszczał początkowo regularnie, a później oświadczył, że nie potrzebuje więcej i naukę przerwał.
Protokół nr 52 z dnia 28 maja 1930 r.
wykładający prof. K. Sikorski
Harmonia II - bardzo dobry, bardzo zdolny i pracowity, promocja na III harmonię
Protokół nr 55 z dnia 14 maja 1930 roku
wykładający p. Starczewski
Fortepian dodatkowy - dobry. Muzykalny, zdolny, chętny

Rok szkolny 1930/1931
Protokół nr 28 z dnia 7 maja 1931 r.
wykładający prof. W. Laski
Solfeż III - bardzo dobry. Pracowity i zdolny. Ukończył kurs
Protokół nr 33 z dnia 11 czerwca 1931 roku
wykładający p. J.A. Maklakiewicz
Kontrapunkt I - bardzo dobry. Przechodzi na II kurs
Protokół nr 55 z dnia 27 maja 1931 r.
wykładający prof. K. Sikorski
Instrumentoznawstwo - bardzo dobry. Ukończył kurs
Protokół nr 56 z dnia 2 czerwca 1931 r.
wykładający p. Starczewski
Fortepian dodatkowy - dobry. Muzykalny i zdolny, ale czasami fortepian lekko traktuje. Ma łatwość do transpozycji. Zostaje.

Pragnę zwrócić uwagę, że Franuś ukończył naukę harmonii mając 15 1/2 lat. Warto pamiętać, że jednocześnie uczył się w Gimnazjum im. T. Reytana, - gdzie wymagania były, nie takie, jak obecnie (miał bardzo dobre oceny m.in. z polskiego, z matematyki, z fizyki, z łaciny, z greki…)

Rok szkolny 1931/32
Protokół nr 42 z dnia 15 czerwca 1932 r.
wykładający ks. dr H. Feicht
Historia muzyki I - dobry promocja na II rok.
Protokół nr 69 z czerwca 1932 (brak daty)
wykładający J. Lefeld
Czytanie partytur I - bardzo dobry, promocja na II r.
Protokół nr 71 z dnia 28 maja 1932 r.
wykładający - p.dyr. Morawski
Instrumentacja symfoniczna I - nie opłacił czesnego, nie może zdawać egzaminu, - nie uczęszczał do klasy.
Protokół nr 75 z 2 czerwca 1932 r
wykładający p. J.A. Maklakiewicz
Kontrapunkt II - bardzo dobry. Bardzo zdolny, promocja na III kurs.
Kontrapunkt III - bardzo dobry. Wypełnił całkowicie program III kontrapunktu. Promocja na Wydział Kompozycji. Kontrapunkt ukończył.

Bagatela! Mając 16 lat Franek M. pisał m.in. fugę podwójną na chór z orkiestrą („Ave Maria”)

Protokół nr 82 z 2 czerwca 1932 r.
wykładający p. P. Rytel
Formy kontrapunktu analitycznego I r. - nie uczęszczał.
Protokół nr 95 (bez daty) - wykładający p. Starczewski
Fortepian dodatkowy - dobry, muzykalny, dobrze transponuje. Zostaje.

Po trzech latach nauki w Konserwatorium w oficjalnej edukacji Franciszka Maklakiewicza następuje przerwa. W aktach Konserwatorium Warszawskiego w roku szkolnym 1932/33, 1933/34, 1934/35 - brak jakichkolwiek adnotacji. Widocznie Franek nie mógł uczęszczać na zajęcia w Konserwatorium. W 1934 roku zdał maturę - Cum eximia laude! Jego edukacją kompozytorską w pewnym sensie kierował brat Jan Maklakiewicz. W tym okresie Jan Maklakiewicz był organistą w kościele Św Krzyża. Jak już wspomniałem, Franek był niezawodnym muzykiem przy organach. Akompaniamenty, improwizacje organowe, preludia, odpowiedzi mszalne itd. - zwłaszcza podczas mszy transmitowanych przez Polskie Radio (co niedzielę) prawie zawsze realizowane były przez Franka.

W tym czasie brat Jan miał wiele zamówień na muzykę do filmów. Trzeba było pisać szybko, szybko instrumentować, rozpisywać glosy. Wiele z tych prac Janek powierzał swojemu bratu - Franciszkowi, który wywiązywał się z zadań znakomicie. Nagrywanie muzyki do filmu odbywało się przeważnie w nocy. Po jednej próbie, przeważnie dla kontroli synchronu, - natychmiast muzykę nagrywano. Trzeba przyznać, że mieliśmy świetnych muzyków-instrumentalistów - doskonałych w tej pracy. Również i w tej dziedzinie Franuś miał możność praktykowania. W 1928 roku bylem na takim nagraniu w studio radiowym. Franek nagrywał swoją muzykę do kilku filmów krótkometrażowych (wojskowych). Sam dyrygował i bardzo dobrze mu to szlo. Po nagraniu,  - każdy dostawał kopertę - większość muzyków szła na wódkę…

Zachowało się szereg utworów z lat 1933-1935, które dowodzą, że Franek był już w pełni dojrzałym kompozytorem, znającym doskonale rzemiosło twórcze.

Jak wiemy, był w życiu Franusia okres pobytu w Seminarium Duchowym w Warszawie. Trwał około 4 miesięcy (IX-XII 1934). Pokazywał mi później gdzie mieszkał.

Franek, w głębi duszy, był bardzo religijny - miał w sobie jakąś charyzmę mistyczną, ale jednocześnie, - był otwarty na radość życia. Był niezwykle lubiany w towarzystwie. Ci, co go znali - byli zachwyceni. Podczas służby wojskowej, - chociaż fizycznie niezbyt sprawny, - umiał sobie zjednać kolegów, a zwłaszcza podoficerów - przełożonych. Urokiem, dowcipem i „głową do wódki”… Nie mówiąc o tym, że chętnie grywał im w kasynie, czy w restauracji wesołe piosenki, znane szlagiery, a w kościele, na mszach żołnierskich - pieśni religijne, przeplatane znanymi kolegom tematami wojskowymi, - a niekiedy i dowcipnie zaznaczonym fragmentem jakiegoś popularnego tanga...

Trzeba dodać, że Franek miał zawsze pieniądze i nie oszczędzał ich. Lubił wydać na wódkę, - a to było akceptowane z uznaniem.

Wróćmy jednak do przedstawiania oficjalnej edukacji muzycznej Franciszka Maklakiewicza. Po trzyletniej przerwie znajdujemy znów nazwisko Fr. Maklakiewicza w aktach Warszawskiego Konserwatorium.

Rok szkolny 1935/1936
Protokół nr 3 z 10 października 1935 r
Klasa teorii dodatkowej
Wszystkie przedmioty teoretyczne zaliczyć. Zdał na Wydział teorii i kompozycji.
Protokół nr 43 z 10 czerwca 1936 r.
wykładający prof. W. Bierdiajew
Klasa chórów - bardzo dobry.
Protokół nr 58. z 28 maja 1936
wykładający p. M. Dorożyński
Egzamin klasy instrumentalistki na orkiestrę dętą - bardzo dobry, wybitnie uzdolniony,
Protokół nr 94 z 8 czerwca 1936 r.
wykładający prof. J. Lefeld
Czytanie partytur kurs II - bardzo dobry. Ukończył kurs dla teoretyków.
Protokół nr 99 z 3 czerwca 1936 r.
wykładający prof. W. Maliszewski
Formy muzyczne kurs II  - bardzo dobry, ukończył naukę o formach.
Protokół nr 103 z 6 czerwca 1936 r.
wykładający p. Rektor Morawski
Egzamin klasy instrumentacji symfonicznej  rok I i II - bardzo dobry. Niezwykle zdolny. Ukończył kurs (I i II w tym roku)
Protokoł nr 117 z 12 czerwca 1936 r - wykładający p. Rydzewski
Egzamin klasy historii sztuki - bardzo dobry. Ukończył kurs.
Protokół nr 128 z 10 czerwca 1936 r. - wykładający prof. K. Sikorski
Klasa kompozycji - bardzo zdolny i pracowity. Ukończył kurs ze stopniem bardzo dobrym.
Protokół nr 132 z 10 czerwca 1936 r. - wykładający prof. Śledziński
Klasa historii muzyki Kurs II - dobry
Protokół nr 137 z 27 ma 1936 r. - wykładający p. Starczewski
Fortepian dodatkowy - stopień roczny bardzo dobry. Ma wielką łatwość w czytaniu nut i transpozycji, ale nie ma cierpliwości do opracowania gry spokojnej, zrównoważonej, dobry - ukończył kurs.
Protokół nr 148 z 9 maja 1936 r. - wykładający Gabriel Tołwiński
Akustyka - bardzo dobry, ukończył kurs.
Protokół nr 160 z egzaminów dyplomowych z dnia 13 czerwca 1936 r.
Egzamin z klasy kompozycji - bardzo dobry.

Otrzymuje z ukończenia kompozycji dyplom z odznaczeniem
Skład komisji egzaminacyjnej:
Przewodniczący - rektor E. Morawski
Członkowie: Chojnacki, Bierdiajew, Kazuro, Lefeld, Maliszewski, Rytel, Sikorski.
Protokół podpisali St. Kazuro, J. Lefeld, P. Rytel, K. Sikorski.

Jak widać z wyżej wymienionych protokołów, Franciszek Maklakiewicz odbył studia kompozytorskie w ciągu jednego roku. Całe studia muzyczne trwały u niego 4 lata, - z czego trzy pierwsze - dorywcze, popołudniowe, obok nauki w gimnazjum.

Gdy Franuś był na ostatnim roku studiów kompozytorskich (1935/36) - ja rozpoczynałem naukę w Gimnazjum Reytana. Franek często mnie odwiedzał. Pamiętam jak którejś niedzieli (chyba wczesną wiosną 1936 r.) Franuś przegrywał mi swoją kompozycję: balladę dziecinną do słów Kornela Makuszyńskiego „Narodziny serca”. Franek śpiewał różne partie solowe i grał. Bardzo mi się utwór podobał… Potem dowiedziałem się, że to była jego praca dyplomowa z kompozycji. Habent sua fata libelli…
Ołówkowy manuskrypt tej kompozycji, przywieziony przez Franusia do domu rodziców w Mszczonowie,  - na wypadek wojny, - dla zabezpieczenia przed bombami, - spłonął, wraz z całym domem 11/12 września 1939 roku. Partytura pisana atramentem (również ręką Franusia) była w Polskim Radio. W październiku 1939 roku Fitelberg miał ten utwór wykonać. Po upadku Warszawy, Niemcy m.in. niszczyli różne materiały znajdujące się w radio, w tym polskie kompozycje. Bibliotekarzowi udało się wykraść pewną ilość rękopisów muzycznych, w tym również "Narodziny serca” Franciszka Maklakiewicza. Nuty otrzymał Jan Maklakiewicz. który szybko przekazał je do Mszczonowa wraz z innymi nutami Franka, które ocalały w jego ostatnim mieszkaniu na Zajęczej 1a m.10. Pomny na stratę powierzonych poprzednio przez Franusia jego kompozycji, w tym podarowanej mi mszy do św. Wojciecha - postanowiłem wszystkie nuty Franka zabezpieczyć przed możliwymi wypadkami zniszczenia. Zapakowane w drewniany kufer włożonej do metalowej skrzyni - nuty Franka, przez całą wojnę, przeleżały zakopane pod sąsiekiem w stodole na Chojnatce u p. Cybulskiego. W 1945 roku nuty zostały odkopane. Zniszczony był tylko drewniany kuferek. Manuskrypty przechowały się w dobrym stanie.

Pragnąc umożliwić wykonanie niektórych utworów Franusia, przepisałem wówczas partyturę „Narodzin serca”, - rękopis zachowując dla siebie. Moja kopia partytury trafiła do Centralnej Biblioteki Nutowej.

Partyturę rękopiśmienną miałem do roku 1967. Pamiętam, że podczas przeprowadzki do nowego mieszkania przy ul. Śliskiej 3 m. 58 odłożyłem ją w korytarzu na bok, aby jej nie zniszczyli tragarze, którzy wnosili różne rzeczy do windy, rzucali paczki itp. Chciałem tę partyturę wnieść sam. W rozgardiaszu zginęła…! Miała pieczątkę przedwojennego Polskiego Radia. Ktoś się połakomił…

W kilka miesięcy po uzyskaniu dyplomu kompozytorskiego, - Franuś został rekrutem-podchorążym. Trafił do szkoły podchorążych Piechoty w Zambrowie. Nie było mu tam łatwo… Fizycznie był słaby. Opowiadano mi, że jako uczeń narzekał nosząc ciężką teczkę, wypchaną książkami i nutami. Że nie ma sił, że się męczy… W wojsku musiał dźwigać plecak, chlebak, karabin, łopatkę, maskę gazową itd. Męczyło go szybkie chodzenie. Pomimo tego jakoś tę szkołę ukończył i jako podchorąży trafił do 42 pulku piechoty w Białymstoku. Pisywałem do Franusia listy, żeby go trochę pocieszać. Chyba ze dwa razy Franek w mundurze odwiedził mnie w gimnazjum. Byłem bardzo dumny z niego i koniecznie namawiałem go, żeby został w wojsku. Oferowano mu stopień podporucznika, o ile zostanie kierownikiem orkiestry pułkowej. Mnie wydawało się to zawrotną karierą… Ranga oficera była wówczas niewspółmiernie wyższa, od tego co jest dzisiaj. Major - to był prawie pół-bóg… Nie zdecydował się.

Kontakty Franusia z wojskiem w dziedzinie muzycznej były dosyć szerokie. Po odejściu do cywila w 1937 roku, współpracował z Wojskowym Instytutem Naukowo-Oświatowym MSW. (tzw. WINO)
Napisał szereg pieśni i piosenek wojskowych, aranżował piosenki kpt. Kowalskiego - nadwornego „twórcy” wojskowego (amatora).Mówił Franek: - „więcej się napracowałem, żeby coś utrzymać z melodii p. Kowalskiego, niż bym wszystko zrobił sam od początku." Znana pieśń Marszałek Śmigły-Rydz jest utworem z poprawionej przez Franusia melodią ww Kowalskiego, - zharmonizowanej i zaaranżowanej na orkiestrę przez Franciszka Maklakiewicza (Izbickiego), gdyż już wowczas Franek zaczął używać nazwiska rodowego Matki, aby nie konkurować z bratem Janem, a także aby nie korzystać z ułatwień pewnej popularności czy sławy nazwiska Maklakiewicz.

Franek miał dużą łatwość komponowania muzyki rozrywkowej i popularnej. Mając 17 lat skomponował 25 tang na fortepian, - jako prezent na imieniny bratowej Czesi. Podobno, jako uczeń gimnazjum sprzedawał tanga, foxtroty - różnym twórcom, którzy wydawali je jako własne… Nie przywiązywał do tej twórczości żadnej wagi. To była rozrywka i możliwość zarobienia paru złotych.

Szybkość pracy oraz opinia, jaką zyskał w środowisku spowodowały, że Franek stał się wziętym kompozytorem. Współpracował m.in. z Redutą Osterwy. Pisał ilustracje do sztuk teatralnych. Pisał ilustracje muzyczne do filmów krótkometrażowych. Jego ilustrację muzyczną mają filmy żydowskie o Palestynie. Producent tych filmów zapytywał Franusia: „Niech pan powie, - może mamusia pańska jest od naszych? To niemożliwe, żeby nie-żyd napisał taką żydowską muzykę… Niech się pan przyzna - nikomu nie powiem…” Po śmierci Romana Dmowskiego (I939) nakręcony został film krótkometrażowy poświęcony temu wybitnemu politykowi. Ilustrację muzyczną napisał Franciszek Izbicki. Ciekawe, czy te filmy gdzieś ocalały.

Po zakończeniu służby wojskowej w 1937 r. Franek zapisał się na Historię Sztuki U.W. W ostatnie wakacje 1939 roku, gdy Franuś przyjechał w końcu czerwca do Mszczonowa mówiliśmy zwyczajnie o wszystkim i o niczym… Ja byłem napełniony patriotycznymi przekonaniami,  - że „guzika nie oddamy”, „wojny się nie boimy”… Franek miał na ten temat sporo wątpliwości. Przypominał mi zdanie „Każda wojna staje się nieszczęściem, odbiera bowiem człowiekowi coś z jego duszy, - niszczy najcenniejsze wartości: - pokój i miłość do drugiego człowieka. Jest zawsze klęską!” `Myślał logicznie, umiał oceniać realia ówczesnego świata… Był patriotą, lecz nie nacjonalistą… Gdy nadeszła godzina próby, - ci, którzy wymachiwali szabelką uciekli, a Franuś - który był pacyfistą, - poszedł na ochotnika bronić skrawka ziemi polskiej, ziemi łukowskiej, - i krew jego w tę ziemię wsiąkła. Umarł bowiem na skutek nadmiernego wykrwawienia, gdy został trafiony kilkakrotnie serią z broni maszynowej niemieckiego lotnika… W bok i w nogi… Nie wiemy dlaczego znalazł się w oddziale wojskowym. Miał niebieską kartę mobilizacyjną. Mobilizacja go nie obowiązywała. Nie miał munduru, - tylko płaszcz żołnierski. Obsługiwał karabin maszynowy. Bronili linii kolejowej Dęblin-Łuków.

W połowie października przyszła tragiczna wieść. Jasio Sobczyński przywiózł list od Janka w którym zawiadamia rodziców, że Franuś umarł… był to cios okropny…

LIST



Większe zdjęcia można zobaczyć tutaj






AKup/DW

wykop
Nasi reporterzy są do państwa dyspozycji:

Anna Kupińska
tel. 509 310 762
lukow@radiopodlasie.pl
|
|
|
Sławomir Karczewski
tel. 500 106 003
miedzyrzec@radiopodlasie.pl

Komentarze

  • dziękujemy wspaniałemu społecznikowi
    2020-09-29 14:41:40

    arrow

    Pan Andrzej nie szuka poklasków jak przybysze co lubia sie przytulac do jego działan stawac w pierwszym rzedzie do zdjecia często stoi gdzieś z boku. Andrzej jest skromnym człowiekiem nie politycznym karierowiczem Takich jest mało jak Andrzej.Tacy jak on powinni być gospadarzami miasta.On siebie nie uwielbia nie chwali się ,ze tyle historycznych rzeczy zrobił dla miasta i chwała mu za to.

  • łukowian
    2020-09-28 21:30:31

    arrow

    Pan Andrzej ratuje zapomnianą historię i właśnie takich ludzi warto doceniać. Brawa na stojąco :) aż miło przeczytać artykuł o działalności w tym obszarze

Odśwież obrazek.

Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Portal nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Redakcja zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy obraźliwych lub zawierających wulgaryzmy.


 

REKLAMA
- 101,7fm / 106,0 fm - ONAIR


Zapraszamy na audycje:



foto

Jak zostać sportowcem, lekarzem lub dziennikarzem
2020-10-21 17:17:04 Kategoria: Wybierz kategorie

Medycyna to studia długie i ciężkie, lecz uczą wielu aspektów. Jeśli ktoś chce mieć kontakt z ludźmi, nie tylko pomagać, ale też widzieć satysfakcję na twarzy...

więcej »
foto

Buty snowboardowe dla początkujących - Poradnik
2020-10-19 09:24:37 Kategoria:

Snowboard to sport praktycznie dla każdego, przyciągający każdej zimy coraz więcej osób. Wielu z nas chce spróbować jazdy na jednej desce dla odmiany od nart, inni...

więcej »
foto

Jedne z największych transakcji wszechczasów
2020-10-16 08:03:40 Kategoria:

Większość z nas jest po prostu zadowolona z ciągłego zysku, jaki zapewnia handel akcjami i/lub walutami. Istnieją jednak osoby, którym udało się dokonać naprawdę...

więcej »
foto

Jakie słuchawki bezprzewodowe wybrać?
2020-10-15 14:35:36 Kategoria:

Słuchawki bezprzewodowe stają się coraz bardziej popularne, zwłaszcza wśród osób uprawiających sport. Kable mogą tylko przeszkadzać podczas biegania czy innego...

więcej »
foto

Bliżej Unii Europejskiej. Cykl audycji na antenie KRP
2020-10-14 13:21:06 Kategoria:

Grupa Europejskich Konserwatystów i Reformatorów zaprasza na cykl audycji poświęconych Unii Europejskiej. Dowiemy się w nich o bieżących sprawach poruszanych w...

więcej »

Łuków

w lewoPaźdzernik 2020w prawo
Pon Wt Śr Czw Pią So Nd
1 2 3

ŁUKÓW, 03.10

Wola Gułowska: obchody ostatniej bitwy wojny obronnej

więcej »
4

ŁUKÓW, 04.10

Giełda Kolekcjonerów w ŁOK - u

więcej »
5 6 7

ŁUKÓW, 07.10 18:00

Msza Święta i modlitwa o uzdrowienie w łukowskiej parafii

więcej »
8 9

ŁUKÓW, 09.10

Noc bibliotek w Trzebieszowie

więcej »
10

ŁUKÓW, 10.10

Ł'OK LIVE: koncert Oliwii Gręzak

więcej »
11

ŁUKÓW, 11.10 10:00 - 11.10 14:00

Powiat łukowski: krew dla Mai

więcej »

ŁUKÓW, 11.10 15:00

Stoczek Łukowski: piknik historyczny

więcej »
12 13 14 15 16

ŁUKÓW, 16.10

Łuków: trwają zapisy do szkółki rzeźbiarskiej

więcej »
17 18
19 20 21 22 23 24 25

ŁUKÓW, 25.10

ŁOK: niedziela z teatrem

więcej »
26

ŁUKÓW, 26.10

ŁOK: moje małe wierszobranie

więcej »
27

ŁUKÓW, 27.10 10:30

Eliminacje Powiatowe 24. Jesiennego Konkursu Recytatorskiego pt. „Egzamin z życia” w ŁOK

więcej »
28 29 30

ŁUKÓW, 30.10

Sprawdź co wiesz o Łukowie

więcej »
31

Kondolencje

Najnowsze Informacje