Pikieta o chemikalia
sty 2026
– To nie jest problem gminy ani powiatu, ale co najmniej całego województwa – mówią władze Kałuszyna i powiatu mińskiego. Zalegające na nielegalnym składowisku w Ryczołku trujące chemikalia robią się coraz bardziej palącym problemem. Koszt ich utylizacji przekracza możliwości lokalnych samorządów, dlatego przez ostatnie tygodnie zbierano podpisy, a w poniedziałek, 12 stycznia przed Urzędem Wojewódzkim w Warszawie odbędzie się pikieta z apelem o finansową pomoc państwa.
Nie jest jedyne, ale należy do największych i najbardziej niebezpiecznych. Nielegalne składowisko w Ryczołku w gminie Kałuszyn powstało kilka lat temu klasyczną metodą „na słupa”. Umowę dzierżawy podpisał z właścicielem terenu osobnik, który wkrótce rozpłynął się w powietrzu, a na działce wylądowała masa zwalonych na kupę wielkich pojemników z poprzemysłowymi odpadami chemicznymi. Jest tego około 6,5 tysiąca ton. Zawartość jest trująca i łatwopalna. Stanowi ogromne zagrożenie nie tylko dla najbliższych sąsiadów: – Ten teren leży w pobliżu autostrady A2, linii energetycznej Kozienice-Ostrołęka i lotniska wojskowego w Janowie. Skutki wycieku lub pożaru dotknęłyby więc dziesiątki tysięcy ludzi i zagroziły bezpieczeństwu państwa. Uważam, że to jedno z najniebezpieczniejszych takich składowisk nie tylko w Polsce, ale w Europie – powiedział Katolickiemu Radiu Podlasie starosta miński Remigiusz Górniak.
Powiat wspiera więc starania gminy o pomoc państwa. – Koszt utylizacji tych odpadów szacowany jest na 70-80 milionów złotych i jest to kwota absolutnie nie do udźwignięcia dla gminy – powiedział niedawno w rozmowie z TVP3 burmistrz Kałuszyna Arkadiusz Czyżewski. Nie przesadził, bo uchwalony kilka dni temu budżet Kałuszyna na rok 2026 to raptem 57 mln zł. Nie tylko na inwestycje, ale na wszystko: utrzymanie szkół, płace, pomoc społeczną, gospodarkę odpadami, remonty itd.
Gmina już rok temu skierowała wniosek o pomoc do administracji rządowej. Bez skutku. Niedawno, 11 grudnia wystosowała następny, apelując o sfinansowanie likwidacji składowiska z rezerwy celowej budżetu państwa i środków NFOŚiGW. Zbiórka podpisów (do piątku w internecie i na papierze zebrano ich ponad tysiąc), planowana pikieta i nagłośnienie tematu w mediach mają wywrzeć na decydentach dodatkową presję. – Od czterech lat odbywają się spotkania, są wizyty polityków, padają obietnice i zapowiedzi, a faktycznie nic się nie dzieje. Bez promesy ze strony państwa burmistrz nie może wydać decyzji środowiskowej i ogłosić przetargu na usługę utylizacji – dodaje starosta Górniak.
Obydwa samorządy stoją na stanowisku, że państwo (niezależnie od tego, która partia jest aktualnie przy władzy) nie może przerzucać na szczebel lokalny swoich zaniedbań. Powstanie takich nielegalnych składowisk oceniają jako efekt luk prawnych i słabości państwowych służb. Skutków nie mogą ponosić samorządy, bo po pierwsze nie jest to ich odpowiedzialność, a po drugie – zwyczajnie ich na to nie stać.
Petycja z zebranymi podpisami trafi do urzędu wojewódzkiego w poniedziałek. Wojewoda Mariusz Frankowski już obiecał, że on lub któryś z jego zastępców spotka się z manifestantami, a potem postara się o pomoc w Ministerstwie Klimatu i Środowiska.
Sprawa wywołała krótkotrwałą polityczną burzę w samym powiecie. Na początku stycznia klub radnych KO rozesłał lokalnym mediom pismo, w którym zarzucił rządzącej większości (PiS i Mazowieckiej Wspólnocie Samorządowej), że blokując na grudniowej sesji przekazanie środków finansowych powiatu na pomoc gminie, naraża bezpieczeństwo mieszkańców. Starosta replikuje, że to polityczna gierka na pokaz, bo wnioskowane 10 mln zł to kwota absolutnie niewystarczająca, a w dodatku powiat nie ma prawa przekazywać pieniędzy gminie na działania na terenie prywatnym bez decyzji środowiskowej. Rozwiązanie problemu leży w rękach państwa, a samorządy mogą ewentualnie coś dołożyć, gdyby w przetargu wyszła kwota większa niż ta ze sporządzonego w 2024 roku kosztorysu.





0 komentarze