„Mam psy, sokoły, konie i kocham łów szalenie” – śpiewał onegdaj poeta. Na węgrowskim „Hubertusie” myśliwych koni co prawda nie było widać, ale psy i sokoły jak najbardziej. A oprócz nich – akcesoria do myśliwskiej broni, dużo dobrego jedzenia (nie tylko dziczyzny), stoiska edukacyjne, odświętne stroje, sztandary i podziękowania. Odświętną atmosferę nieco psuła świadomość tego, co przeciwko łowiectwu pichci się właśnie w parlamencie. Wyrażano jednak nadzieję, że skrajny „bambinizm” nie przejdzie.