Zabudowywanie dziury po PKS-ach
sty 2026
Ministerstwo Infrastruktury zapowiedziało zwiększenie Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych. Tegoroczne dofinansowanie państwa do samorządowych linii ma wynieść 1,235 mld zł, czyli o 165 mln więcej niż rok temu. To wyczekiwana wiadomość – między innymi przez powiat miński, który od stycznia rozszerzył swoją siatkę połączeń i snuje plany dalszego jej rozwoju.
O rozbudowie informowaliśmy na przełomie roku; https://minskmazowiecki.podlasie24.pl/region/powiatowa-komunikacja-na-wzor-pks-jak-zmieni-sie-transport-autobusowy-w-regionie-20251229084545, ale warto do tego wrócić, bo wykluczenie komunikacyjne to nie wymysł. Jeśli nie chcemy wyludnienia prowincji, trzeba coś z nim zrobić. Od paru lat działa Państwowy Fundusz Rozwoju Przewozów Autobusowych. Samorządy chętnie z niego korzystają, dopłacając prywatnym przewoźnikom do kursów na wybranych lokalnych liniach. Powiat miński podszedł jednak do sprawy kompleksowo.Odbudowa siatki
– Powiat jest wykluczony komunikacyjnie, jeśli chodzi o autobusy. Przewoźnicy prywatni jeżdżą punktowo tam, gdzie są większe potoki pasażerów. Nie jeżdżą tam, gdzie jest ich mniej, a przecież ci ludzie też potrzebują dojechać do pracy, do lekarza, do sklepu. Dwadzieścia parę lat temu wmówiono Polakom: „ściągnij sobie z Niemiec starego Golfa i będziesz jeździł sam lub z sąsiadem”. Ludzie się do tego na tyle przyzwyczaili, że teraz uruchamiając naszą komunikację słyszałem „a na co to komu potrzebne”. Muszą nabrać przekonania, że to jest w ogóle możliwe – mówi Katolickiemu Radiu Podlasie starosta miński Remigiusz Górniak. I dodaje: - „Odpaliliśmy” kilkanaście zupełnie nowych linii, które dowożą głównie do Mińska Mazowieckiego oraz do przystanku Szybkiej Kolei Miejskiej w Sulejówku. Oferty złożone przez przewoźników w ramach naszego powiatowego związku są bardzo korzystne, w granicach 4-5 zł za wozokilometr. Przy dotacji z Funduszu rozwoju przewozów autobusowych powiat i partycypujące gminy dokładają tylko 2 zł. To dopiero pierwszy etap. Jeśli ten rok pójdzie dobrze, to w przyszłym podwoimy liczbę kursów i dołożymy kilka nowych linii tak, aby na koniec 2028 roku mieć tych linii około 25 i wozić nawet 150-200 tys. pasażerów miesięcznie.
Zacząć od na pół pustego
Oczywiście są tu ryzyka. Zanim przyzwyczajeni do długotrwałych prowizorek mieszkańcy przekonają się, że to naprawdę działa, sporo tych autobusów będzie kursować na pół pustych. Prywatne firmy mogą się obawiać wchodzić w interes, co do którego nie ma pewności, czy będzie za 5 lub 10 lat. Starosta zapewnia, że to uwzględniono i przytacza doświadczenia z Grodziska Mazowieckiego, gdzie na początku też autobusy kursowały pustawe, ale wypełniły się dość szybko.
– Kiedy ludzie zobaczą, że jest autobus, który jeździ regularnie, ma kilka par kursów w ciągu dnia i jest pewny, zaczynają zmieniać swoje nawyki. „Skoro jest autobus za kilka złotych jednorazowo albo kilkadziesiąt miesięcznie, to może trochę zmienię plan dnia, nie będę brał samochodu, przepalał paliwa i szukał miejsca do parkowania”. W Grodzisku też na początku mówiono „po co, ludzie mają przecież samochody, nikt nie będzie tym jeździł”. Cztery lata temu ich autobusy jeździły pustawe, a dziś tamtejsze przewozy „rozpączkowały” na kilka powiatów (pruszkowski, piaseczyński i warszawski zachodni) i mają ponad pół miliona pasażerów miesięcznie. U nas gęstość zaludnienia jest mniejsza, ale mechanizm powinien być podobny – przekonuje samorządowiec.
Jeszcze nie wszyscy
Największy ból jest z pewnością państwowego finansowania. Wnioski można składać tylko na rok i nawet kiedy przejdą, to pieniądze nie zawsze pojawiają się od razu, a wtedy samorządy muszą prosić swoich wykonawców, by zaczekali na zapłatę (albo płacić im przez ten czas z własnej kieszeni). Gdyby była to perspektywa kilkuletnia lub kilkunastoletnia, byłoby o wiele łatwiej.
Ale postulaty kierowane są nie tylko pod adresem tych na górze, ale i tych na dole. – Po likwidacji PKS-ów przestano traktować komunikację publiczną jako zadanie własne samorządów. Powiaty zapomniały o ustawowym zapisie, który je do tego zobowiązuje. Dlatego dziś mam problem nie tylko z finansami, ale z przekonaniem do współpracy radnych, wójtów i burmistrzów. Komunikacja jest zadaniem publicznym w całej Unii Europejskiej. Trudno znaleźć inny kraj, gdzie by prywatni przewoźnicy planowali wedle uznania swoje trasy i narzucali ceny tak jak w Polsce. Komunikacja publiczna jest takim samym zadaniem powiatu i gminy jak kanalizacja, drogi i utrzymanie szkół. Dużo jeszcze pracy przed nami, by zmienić mentalność samorządową wokół tego tematu – dodaje starosta Górniak.
Powiatowo-Gminny Związek Transportu Publicznego Powiatu Mińskiego jest tworzony przez powiat i większość wchodzących w jego skład gmin. Ale nie wszystkie, bo nie ma tu miasta Mińska Mazowiecki, a w zeszłym roku Związek opuściły Mrozy. Mińsk ma swoją bezpłatną komunikację, ale tylko w obrębie miasta. Jej integracja z autobusami międzygminnymi byłaby pożądana. Powiat liczy, że sytuacja zmieni się za rok lub dwa, kiedy samorządowcy i mieszkańcy przyjrzą się i przekonają, że uruchamiany właśnie system naprawdę działa.




0 komentarze