Kościół

Sensacyjny obraz pod obrazem

Siedlce Pon. 15.09.2025 17:59:06
15
wrz 2025

– Taka gratka trafia się raz na kilkadziesiąt lat – mówią konserwatorzy zabytków i historycy sztuki. W najstarszej siedleckiej świątyni, czyli w kościele świętego Stanisława, odkryto cenne freski z połowy XVIII. Ujawniono je przy okazji prac konserwatorskich podjętych na zupełnie innych elementach wyposażenia.

Na pierwszy rzut oka niewiele widać. W miejscu po zdjętym i wysłanym do konserwacji obrazie Szymona Czechowicza, przedstawiającym świętego Stanisława wskrzeszającego Piotrowina, na ścianie bocznej nawy jest wielka luka w tynku. Dopiero jak się bliżej przyjrzeć, można zobaczyć u dołu ludzką postać trzymającą krucyfiks, nad nią jakieś gałęzie, a po bokach kolumny. Taki jest stan początkowy, uzyskany po zmieceniu 270-letniej wartwy kurzu i pajęczyn. Fachowcy nie mają wątpliwości: to święty Jan Nepomucen, namalowany w początkach istnienia kościoła, tuż po wybudowaniu, a jeszcze przed konsekracją. Czemu to odkrycie wywołało takie poruszenie?



Zdolny, ale zastąpiony innym

– To „święty Graal” tego kościoła ¬– mówi proboszcz parafii św. Stanisława, ks. Jerzy Duda. – Kościoła bardzo ważnego dla dziejów tej ziemi, przez wiele lat jedynego w Siedlcach. Bywał tu król Stanisław August Poniatowski oraz elity świata artystycznego i politycznego. Tu odbywały się synody unickie, stąd wyszli wybitni księża. Kiedy w 1740 roku Czartoryscy przystąpili do tego projektu, ściągnęli do realizacji artystów z najwyższej półki. Architekt Antonio Solari to przecież autor najpiękniejszej części zamku królewskiego w Warszawie i kościoła Paulinów w Krakowie. Zaproszono też młodego, ale już wyróżniającego się artystę Antoniego Herliczkę, aby wymalował w ówczesnej konwencji iluzoryczne ołtarze w prezbiterium i nawach bocznych. Wiemy, że w 1751 roku, dwa lata przed konsekracją kościoła, Herliczka dzieło prawdopodobnie ukończył, bo wziął za nie pieniądze. Ale nie wiemy dlaczego krótko potem na tym miejscu pojawiły się obrazy Szymona Czechowicza, również malarza „topowego”, a więc drogiego, którego obrazy wiszą w Wilnie, Lwowie i na Wawelu.

Potwierdzona intuicja

Antoni Herliczka zrobił potem karierę jako nadworny malarz hetmana Jana Klemensa Branickiego, był więc dobrym fachowcem. Nie wiadomo, dlaczego jego wczesne dzieło zostało tak szybko zastąpione innym. Może fundatorom zmieniła się koncepcja lub gusta? Bogatych magnatów stać było na takie kaprysy. W każdym razie jego praca zniknęła w „pomroce dziejów”.

Nie dawało to spokoju badaczowi siedleckich zabytków, Piotrowi Ługowskiemu. Kiedy parafia wysłała do konserwacji jeden z obrazów Czechowicza, doprowadził on do tego, że sprawdzono, co znajduje się pod spodem: – Kiedy wcześniej konserwowano obrazy Czechowicza, nie zdejmowano ze ścian desek, na które te obrazy były pierwotnie naciągnięte. Nie było to konieczne dla konserwacji tych obrazów, ale miałem nadzieję, że jak przy następnej okazji je zdejmiemy, to te freski się pojawią. I rzeczywiście tak się stało. Mam ogromną satysfakcję, bo już od 2009 roku dążyłem do przebadania tynków w kościele pod względem stratygrafii i warstw malarskich. Moje przeczucia i oczekiwania się ziściły i cieszę się, bo to są naprawdę wspaniałe dzieła.

Święty Stanisław w warsztacie

Skoro freski Herliczki odkryto przy okazji wysłania do renowacji obrazu Czechowicza, warto dodać kilka informacji o tym, jak ta renowacja przebiega. „Święty Stanisław wskrzeszający Piotrowina” to jeden z czterech obrazów tego malarza w kościele. Parafia od dłuższego czasu starała się o fundusze na ich odnowienie, a niedawno dostała od samorządu województwa środki na pierwszy. Konserwator Katarzyna Górecka-Ruszel mówi, że czas był już najwyższy: – W tym roku koncentrujemy się na zabiegach technicznych: czyszczeniu, prostowaniu, konsolidacji, uzupełnianiu kilkuset ubytków w podłożu. Dalszy ciąg nastąpi w przyszłym roku. Prowadzimy też prace badawcze związane z techniką i warsztatem Szymona Czechowicza. Sprawdzamy m.in. skład chemiczny używanego przez niego płótna, zaprawy i farb, a także kolejność nakładania kolejnych warstw w poszczególnych partiach obrazu. To pozwoli nam się więcej o tym artyście dowiedzieć.



Co będzie dalej?

Przed parafią i konserwatorami stoją liczne i ważne decyzje. Czy zdejmować następne wielkie, kilkumetrowe obrazy Czechowicza i szukać pod nimi kolejnych fresków? Co zostawić jako element wyposażenia kościoła: freski czy obrazy? Jeśli freski, to co zrobić z obrazami? Ale skoro sami budowniczowie świątyni zdecydowali się na obrazy, to czy mamy prawo zmieniać ich decyzję? Może wystarczy freski odkryć, zabezpieczyć, sfotografować i zawiesić obrazy z powrotem? A może zamontować w przyszłości te obrazy na zawiasach, żeby dało się pokazywać to, co jest pod spodem?

Pytania można mnożyć, ale na razie trzeba się zająć tym, co już odkryto. Pomoc deklaruje mazowiecki wojewódzki konserwator zabytków: – Nie mieliśmy informacji, że malowidła pod obrazami Czechowicza przetrwały, więc to odkrycie jest zaskakujące. Już samo datowanie (połowa XVIII wieku) wskazuje, że jest to rzecz niezwykła. Antoni Herliczka jest znany historii sztuki, ale jego twórczość znamy wyrywkowo i powierzchownie. Mamy więc okazję do szczegółowych badań: i stylistycznych, i technologicznych, które pozwolą umiejscowić jego twórczość w kontekście środowisk artystycznych Polski i Europy. Dla Siedlec jest to na pewno wielkie ubogacenie miejscowego dziedzictwa. Pozostaje pytanie, jak je eksponować, skoro historyczny wystrój świątyni jest już utrwalony. Będziemy jednak dążyć do tego, by freski zostały zakonserwowane, udokumentowane i zachowane – mówi Marcin Dawidowicz.

Na pewno nie będzie tak, że cały kościół zostanie obstawiony od środka rusztowaniami i zacznie się wielkie skuwanie tynków. Prace będą się odbywać etapowo, w miarę jak do konserwacji będą trafiać kolejne obrazy Czechowicza. Wierni będą mogli cały czas z kościoła korzystać.


Nasz reporter jest do państwa dyspozycji:
Adam Białczak
+48.500187558

1 komentarze

Podpisz komentarz. Wymagane od 5 do 100 znaków.
Wprowadź treść komentarza. Wymagane conajmniej 10 znaków.
Szkoda, Pon. 15.09.2025 17:07:49

że w Milanowie oryginalny obraz w ołtarzu głównym, zamiast odkryć pierwotne dzieło,został zamalowany i przykryty obrazem z bocznej ściany przedstawiającym Zmartwychwstanie Pańskie.A przecież parafia jest pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Niezrozumiała decyzja konserwatorów !