MSPO 2026: zbrojenia, które ciągną gospodarkę /AUDIO/
wrz 2026
Wielkie pieniądze wydawane na zbrojenia nie mogą iść wyłącznie na sprzęt, ale też na nowe możliwości przemysłowe. Na Międzynarodowym Salonie Przemysłu Obronnego, który odbył się w drugim tygodniu września w Kielcach, bardzo akcentowano hasło „dual use”. Pokazywano więc nie tylko nowe uzbrojenie, ale też technologie, które przydadzą się zarówno wojsku, jak i cywilom.
Niespokojne czasy jednych trwożą, dla innych są szansą. Płynąca na wojsko i obronę cywilną rzeka pieniędzy oznacza nie tylko unowocześnienie i rozrost firm z branży zbrojeniowej. Korzystają również miasta będące ich siedzibami. Podczas targów odbyła się na ten temat debata z udziałem burmistrzów i prezydentów Łodzi, Sanoka, Jelcza, Nowej Dęby, Kielc i Skarżyska-Kamiennej. Opowiadali oni, jak wzrosła im liczba mieszkańców i wpływy podatkowe, dzięki czemu budują nowe mieszkania komunalne, drogi, przedszkola, a nawet elektrociepłownie. Akcentowali przy tym, że wyciągają wnioski z chudych lat 90. i teraz nie stawiają wszystkiego na jedną kartę. Wojna się kiedyś skończy, zbrojenia wyhamują – trzeba więc wspierać firmy, które dorabiają się i rosną jako poddostawcy zbrojeniówki, ale potem będą potrafiły przestawić się na inną produkcję.Mówił o tym Katolickiemu Radiu Podlasie Arkadiusz Bogucki, prezydent Skarżyska-Kamiennej, gdzie siedzibę ma krajowy potentat amunicyjny – zakłady Mesko:

Umiędzynarodowiona „bestia”
Biznes wykazywał się elastycznością i kreatywnością. Wchodzące w skład Polskiej Grupy Zbrojeniowej Zakłady Mechaniczne Tarnów dogadały się z estońską firmą Milrem Robotics. Na jej uniwersalnym, zdalnie sterowanym pojeździe gąsienicowym „THeMIS” postawiły swój moduł uzbrojenia z półcalowym (12,7 mm) czterolufowym karabinem maszynowym. Moduł ten (który z racji futurystycznego wyglądu i dużej siły ognia doczekał się przydomku „potwór z Tarnowa”) montowano dotąd na większych pojazdach załogowych: transporterach opancerzonych, a przynajmniej na pick-upach. Teraz można go wysłać na pierwszą linię nie narażając ludzi i łatwo schować za byle krzakiem. To otwiera pomysłowym żołnierzom nowe możliwości zwalczania dronów, urządzania zasadzek i tak dalej.
O uzbrojonym po zęby lądowym bezzałogowcu opowiadał nam Dawid Delimata z ZM Tarnów.
Propozycja Milremu i ZM Tarnów była jedną z wielu. Bojowych robotów były na MSPO dziesiątki, a może nawet setki: latających, jeżdżących i pływających. Przeznaczone do strzelania lub minowania, do podglądania i zakłócania, do dozoru i transportu. Z roku na rok jest ich więcej, a dzięki samouczącym się algorytmom sterującym są coraz sprytniejsze. Idzie to w takim kierunku, żeby operator nie musiał sterować każdym ich ruchem, tylko wyznaczał zadania i pilnował realizacji. Dzięki temu jeden człowiek będzie mógł kontrolować kilka lub więcej maszyn naraz.
Zobacz Galerię
Nie strzelaj, tylko podsmaż
Polska buduje właśnie antydronowy system SAN, bazujący na małokalibrowej artylerii, niewielkich rakietach i dronach przechwytujących. Będzie bardzo nowoczesny, ale ma pewną nieusuwalną wadę: mimo wysokiej precyzji ognia, pociski wystrzelone z działek i karabinów maszynowych, które nie trafią bezpośrednio w cel, muszą gdzieś w końcu spaść. To tworzy ryzyko szkód materialnych i ofiar. Kilka polskich instytutów badawczych oraz prywatnych i państwowych firm pracuje więc nad tzw. bronią energetyczną. Efektem jest system „Rozmaryn”, który na pierwszy rzut oka wygląda jak zwykły radar, ale w rzeczywistości jest to broń, która impulsem energii elektromagnetycznej potrafi zniszczyć elektronikę statków powietrznych z odległości nawet kilku kilometrów. Fizyczna zasada działania jest taka sama, jak w kuchence mikrofalowej, tylko precyzja i moc o kilka rzędów wielkości większa.
Opisywał nam to Patryk Jaskóła, z ZM Tarnów:

Aparatura zasilająca zajmuje spory kontener, ale nie jest to problem, bo „Rozmaryn” ma chronić w pierwszej kolejności wojskową logistykę i cywilną infrastrukturę krytyczną. Kiedyś o „promieniach śmierci” pisano w powieściach s-f, teraz broń elektromagnetyczna i laserowa wchodzi do użytku największych i najbogatszych armii. A my staramy się tym najlepszym dotrzymać kroku.
Nawigacyjna autonomia
Pozycjonowanie z centymetrową dokładnością – do tego przyzwyczaił nas satelitarny system GPS. Opracowany kiedyś dla wojska, służy całej światowej gospodarce i miliardom ludzi, którzy mają go w swoich telefonach. Niestety, Rosjanie nauczyli się GPS zagłuszać lub zakłócać, dlatego ruszyły prace nad nawigacją, która obejdzie się bez satelitów w kosmosie, radiolatarni na ziemi i zdradzających nasze położenie radarów na pokładzie.
Naukowcy z Sieci Badawczej „Łukasiewicz” wrócili do pionierskich czasów lotnictwa, kiedy piloci orientowali się porównując widziany w dole teren z trzymaną na kolanach mapą. Teraz mogą to robić maszyny korzystając z faktu, że nasza planeta jest już dokładnie obfotografowana i pomierzona, a współczesne kamery widzą w nocy i przy złej pogodzie. Ładując do komputera dobrą mapę i algorytmy analizy obrazu, można określić położenie z bardzo dużą dokładnością. W dodatku w sposób niewykrywalny i co ważne: tanio.
Mówi Tomasz Pogorzelski z Instytutu Lotnictwa:
![]() |
![]() |
Opracowywane dla bezzałogowych statków powietrznych rozwiązanie jest podręcznikowym przykładem technologii „dual use”, która szybko może wyjść z wojska i posłużyć cywilom.
Części zamienne na poczekaniu
Trudno zliczyć sprzęt, który stracono w wojnach XX i XXI wieku z powodu drobnych usterek. Niewielkie uszkodzenie bojowe albo pospolita awaria może unieruchomić nawet najnowocześniejszy samolot, śmigłowiec, czołg, transporter czy ciężarówkę. W optymistycznym scenariuszu użytkownik przez dłuższy czas nie ma z takiego sprzętu pożytku. W pesymistycznym – musi go zniszczyć, by nie wpadł w ręce wroga. A wszystko przez to, że nie ma pod ręką potrzebnych do naprawy komponentów.
Odkąd pojawiły się drukarki 3D, wojsko eksperymentuje z dorabianiem części zamiennych w polowych warsztatach. Nie muszą być specjalnie trwałe – ważne żeby naprawione z ich użyciem pojazdy lub urządzenia przez jakiś czas działały. Mogły walczyć miesiąc lub tydzień, dopóki nie przyjdą oryginalne części z tyłowych magazynów lub od producenta. Albo przynajmniej dały się uruchomić i wycofać ze strefy bezpośredniego zagrożenia, by potem przejść normalny remont.
Duży wysiłek inżynierii materiałowej idzie więc teraz w kierunku opracowania odpowiednich wkładów do drukarek 3D, by dorobione w nich podzespoły miały jak najlepsze właściwości. O sproszkowanych metalach mówił nam Jakub Hawliczek z 3D Lab:
Wreszcie nie z importu
Dronowa rewolucja zakłada masowość. Bezzałogowce kamikaze są z założenia jednorazowe. Te rozpoznawcze, choć wielorazowe, też nie żyją długo. W wojnie na Ukrainie obie strony zużywają tego już nie tysiące, a dziesiątki tysięcy sztuk. O ile płatowce można robić gdziekolwiek i z czegokolwiek za grosze, to łączność, optoelektronika i napęd kosztują już więcej.
W dziedzinie silników (i pojazdowych, i lotniczych) Polska była dotąd skazana w dużej mierze na import. Pojawiły się jednak firmy, które wchodzą w ten obszar i proponują konstrukcję i produkcję niewielkich spalinówek właśnie do bezpilotowców. Są proste, tanie i projektowane od razu pod masową produkcję.
Mówi Lech Świątek, rozkręcający w Bydgoszczy firmę o takim właśnie profilu:
Zobacz Galerię
Żelazna Dywizja czeka na „Niedźwiedzia”
Technologie, materiały, przyszłościowe rozwiązania, możliwości przemysłu – to wszystko jest istotne dla wydającego miliardy państwa. Ale targi zbrojeniowe to jednak targi zbrojeniowe, a wojsko chce mieć możliwie szybko gotowe produkty. Dlatego naszą wycieczkę po MSPO 2026 zakończymy przy jednej z najbardziej wyczekiwanych premier: ciężkim bojowym wozie piechoty, który właśnie na targach dostał nazwę „Niedźwiedź”. Ma być uzupełnieniem produkowanego już „Borsuka” i w niedalekiej przyszłości powinien trafić w nasze strony, czyli do jednostek 18. Dywizji Zmechanizowanej. „Borsuki” ze względu na możliwość pływania kierowane są na Mazury, do jednostek 16. Dywizji Zmechanizowanej. U nas, na mazowiecko-podlaskich równinach między Warszawą a tak zwaną „bramą brzeską”, będzie się liczył pancerz. Dlatego w „Żelaznej Dywizji” podstawowym czołgiem jest ciężki Abrams, a wspierać ma go ciężki bwp.
Opisywał nam go Patryk Kraszewski z Huty Stalowa Wola:
Zobacz Galerię
Na tegorocznym MSPO widać też było rozbudowaną ofertę w zakresie budownictwa ochronnego. Kierowana była nie tylko do wojska, ale również do samorządów i firm, które w ramach programu obrony cywilnej i ochrony ludności będą w najbliższych latach wydawać duże kwoty na schrony i miejsca ukrycia. O tej części napiszemy wkrótce w osobnym artykule.




0 komentarze