Szewc, zdun i czapnik znów na topie. Mazowieckie rzemiosło wraca do łask
sie 2026
Jeszcze niedawno wydawało się, że to zawody, które lada moment przejdą do historii. Dzieje się jednak coś zupełnie odwrotnego. Dzięki połączeniu tradycyjnego rzemiosła z nowymi technologiami te profesje nie tylko przetrwały, ale wręcz odżyły. W tym procesie ważną rolę odgrywa także wsparcie samorządu województwa.
Zawody rzemieślnicze są dziś nie tylko przydatne, ale przede wszystkim potrzebne na rynku pracy. Dlatego tak ważne jest, aby młodzi ludzie mogli uczyć się ich w nowoczesnych i dobrze wyposażonych pracowniach. Dlatego staramy się pomagać umożliwić odpowiednie warunki do nauki i rozwoju. Dobry fach to dziś większe szanse na zatrudnienie, a w przyszłości także prowadzenia własnej działalności - zauważa marszałek Adam Struzik.
W poprzednim roku szkolnym aż 468 uczniów szkół zawodowych otrzymało stypendia przyznawane w ramach projektu dofinansowanego ze środków unijnych w wysokości 6980 zł na osobę. Wsparcie pochodzi także z projektu „Zawodowe Mazowsze Przyszłości – innowacyjne kształcenie zawodowe” realizowanego dzięki Funduszom Europejskim dla Mazowsza 2021–2027.
W Mazowieckiej
Izbie Rzemiosła i Przedsiębiorczości działa ponad 300 zakładów
szkolących uczniów, a naukę zawodu pobiera w nich obecnie prawie
1000 osób. Co roku Izba wydaje kilkaset dyplomów czeladniczych i
mistrzowskich, które potwierdzają kwalifikacje zawodowe i są
uznawane w całej Unii Europejskiej.
Rzemiosło nie znika.
Ono zmienia się razem z rynkiem. Tradycyjne umiejętności coraz
częściej łączą się z mediami społecznościowymi i nowymi
specjalizacjami. A część zawodów nadal ma charakter deficytowy,
co oznacza jedno: fachowcy są potrzebni.
100 lat
tradycji i klienci z USA
Jednym z najlepszych przykładów tej przemiany jest zakład czapniczy Sterkowski z podwarszawskiego Józefowa, który obchodzi w tym roku 100-lecie działalności. Jeszcze kilkanaście lat temu jego przyszłość nie wyglądała optymistycznie.
W latach 90.
polski rynek zalały tanie produkty z importu. Rodzime zakłady nie
były w stanie konkurować ceną, a Polacy coraz rzadziej sięgali po
tradycyjne nakrycia głowy. Przez długi czas Marek Sterkowski
prowadził zakład praktycznie sam. Przełom przyniosło wejście do
firmy młodszego pokolenia. Postawiono na internet, nowoczesny
marketing i sprzedaż zagraniczną. Dziś w zakładzie pracuje ponad
30 osób, a czapki z Józefowa trafiają do klientów na całym
świecie. Szczególną popularność zdobyły w Stanach
Zjednoczonych, gdzie dla części odbiorców stały się wręcz
przedmiotami kolekcjonerskimi.
Szewc, który podbił
social media
Dariusz Niedźwiedź, właściciel
Sneaker Boyz, pokazał z kolei, że usługi szewskie nie muszą
kojarzyć się wyłącznie z wymianą obcasa czy klejeniem podeszwy.
Jego specjalnością stały się sneakersy , czyli buty sportowe –
ich renowacja, naprawa i personalizacja.
Połączenie
tradycyjnego fachu z kulturą streetwearu okazało się strzałem w
dziesiątkę. Filmy pokazujące odnawianie butów osiągają
milionowe wyświetlenia, a profil marki zgromadził setki tysięcy
odbiorców. Do pracowni trafiają też wyjątkowo cenne egzemplarze.
Najdroższa para butów, przy której pracował Dariusz Niedźwiedź,
była warta około 80 tys. zł. Z jego usług korzystali również
znani piłkarze.
Piece kaflowe? Klienci czekają na nie
półtora roku
Jeszcze bardziej zaskakująca może być historia Dariusza Krupy, zduna z Wołomina. Gdy tradycyjne piece kaflowe zaczęły przegrywać z kominkami, zawód zduna wydawał się skazany na powolne wymieranie. Krupie udało się jednak połączyć tradycję z nowoczesnością. W wykonywanych przez siebie piecach zaczął montować szyby pozwalające obserwować ogień, zastosował rozwiązania spełniające współczesne normy emisji spalin i rozszerzył ofertę o nowoczesne piece akumulacyjne.
Do tego zaczął
pokazywać swoją pracę w internecie. Dziś jego profil obserwują
dziesiątki tysięcy osób, a zainteresowanie usługami jest tak
duże, że na wolny termin trzeba czekać nawet półtora
roku.
Stare zawody, nowe wyzwania
Renesans rzemiosła nie oznacza jednak, że branża nie ma problemów. Jednym z największych jest brak następców. W wielu miejscach zniknęły szkoły uczące tradycyjnych zawodów, a wraz z odchodzącymi na emeryturę fachowcami może znikać wiedza gromadzona przez dziesięciolecia.
Na naukę nowego zawodu nigdy nie jest za późno. W pięciu centrach kształcenia zawodowego i ustawicznego prowadzonych przez samorząd województwa mazowieckiego można bezpłatnie zdobywać nowe kwalifikacje, również w zawodach rzemieślniczych. Wystarczy mieć ukończone 18 lat. To szansa zarówno dla osób wchodzących na rynek pracy, jak i tych, które po latach chcą zmienić branżę. – zauważa członkini zarządu województwa mazowieckiego Janina Ewa Orzełowska.
Dlatego tak duże znaczenie ma dziś kształcenie nowych rzemieślników – zarówno młodzieży, jak i dorosłych, którzy chcą się przekwalifikować. Bo współczesny rzemieślnik coraz częściej nie tylko szyje, naprawia czy buduje. Prowadzi sklep internetowy, nagrywa filmy, buduje markę w mediach społecznościowych i sprzedaje swoje produkty klientom z drugiego końca świata.
Cały materiał dostępny w najnowszym numerze miesięcznika „Mazowsze. Serce Polski” oraz na stronie mazovia.pl.
Marek
Sterkowski fot. Sterkowski.pl


